|
Archiwum
Zakładki:
On-Ona-Ja-My
Przyjaciele
Równoległe światy gdzie czytam...
|
wtorek, 01 maja 2012
Zastanawiam się nad tym, czy to jakaś forma masochizmu czy może nieuleczalne skrzywienie w galarecie mózgiem zwanej. To wyszukiwanie jej podobizn, twarzy przypominających Izuro, kobiet które mają jej jakąś cechę. Wśród zdjęć tysięcy zawsze znajduję takie gdzie to "coś" do niej należące się pojawia. I oczywiście nie powinienem się tym przejmować czy w ogóle tego robić, a jednak tak mi się dzieje. Tak jak to nieziszczalne pragnienie żeby się odezwała. Raz. I wiem, że to nierealne, wiem wszystko. A jednak wraca jak te zdjęcia. Tu kita, tam usta, jeszcze gdzie indziej oczy. Czasem piersi, czasem spojrzenie, czasem grymas ust... Mam wrażenie, że to zostanie ze mną na całe życie, choćbym nie wiem jak się starał, jak bardzo chciał, jak bardzo udawał, że tego już nie ma. Szukanie jej (a może moich wyobrażeń?) stało się częścią mnie.
niedziela, 22 kwietnia 2012
To myślenie. Wspomnieniowe takie. Oczywiście, że bezwiednie wywołane przez jakieś z pozoru nieistotne zdarzenie, fakt pomijalny. Bo przecież nie z własnej nieprzymuszonej chęci przypieprzania sobie psychicznego. Dziś przeczytałem coś takiego. I tak sobie pomyślałem, że moja nitka została z jednej strony odrąbana siekierą, a ja wciąż zwijam ją do siebie licząc na to, że ktoś jest na końcu. Za każdym razem przekonując się że jednak nie. A potem ją wypuszczam znów i znów zwijam. I tak da capo al fine. Albo raczej da capo al morte.
niedziela, 08 kwietnia 2012
Ten obrazek mi się dziś tak spodobał mimo że nie ma nic wspólnego z pisankami, kurczaczkami i zajączkami. A najbardziej podoba mi się 1L i 2L. :) ![]() (źródełko)
wtorek, 03 kwietnia 2012
Zastanawiam się czy to tylko mi się zdarza. Dziwne uczucie. Trochę podobne do tego jak nagle czuję znajomy zapach i w tej samej sekundzie wracają wspomnienia, uczucia... Choć nie, to jest coś innego, bardziej chyba niecodziennego. Bo patrzę na przykład na to zdjęcie. I nagle wiem jaka byłą wtedy temperatura, jak pachniało powietrze, jakie dźwięki ją otaczały. Nie to że to sobie wyobrażam. Ja. To. Wiem. Dziwne.
niedziela, 01 kwietnia 2012
(to ciekawe, przestaję rozważać przedmiot - lub podmiot - wspomnień, zaczynam rozważać samą naturę wspomnień. Dobry znak) Wspomnienia są bytem biologicznym. Biorą się z przeżyć mających swą biologiczną naturę i takimi pozostają. Tak jak istota białkowa po ewolucji białkową pozostanie, tak i jak każda istota biologiczna wspomnienia ulegają ewolucji. Pochodząc od konkretnej osoby bądź osób, z biegiem czasu (liczonym na szczęście nie w eonach lecz raczej w latach) ewoluują. Ewoluują w kierunku bardziej abstrakcyjnym: wspomnień odczuć, znaczeń, sytuacji, wrażeń. Od dotyku, zapachu i smaku rozwijają się w obszary zmysłów zapomnianych, tych co sprawiają te mikro-zawały nie konkretyzując się jednak w myśli jednoznacznie przypisane do kogoś. Wreszcie wspomnienie niejako zjadając się samo, staje się wspomnieniem wspomnienia. Tworem wyabstrahowanym z osoby. Boli tak samo prawie, choć staje się chęcią powtórnego odczuwania wspomnienia, a nie bycia z tą konkretną w tym konkretnym czasie i miejscu. I wtedy powstaje już li tylko chęć przeżycia wrażeń niekoniecznie tych samych lecz równie intensywnych. Zaczynamy wspominać wspomnienie. Ciekawe, czy komuś dane jest żyć tak długo aby dotrwać do kolejnego etapu ewolucji. Wspomnień w których wspomnimy wspomnienia. Taka wspomnieniowa incepcja.
poniedziałek, 19 marca 2012
Tak, wiem że to dziwne. Że nienormalne i nierozsądne. Że jako osobniczka homoseksualna ze stanowczym ukierunkowaniem na kobiety nie powinnam. Że nie spotkałam jeszcze faceta, z którym chciałabym być choć jedną noc (no, prawie nie spotkałam). A jednak czasem, od czasu do czasu, w jakiś szczególnych momentach (pewnie cyklu) potrzebuję. Pożądam. Chcę. Żeby mnie ktoś przeleciał. Żeby we mnie wszedł i wykorzystał. Pieprzył, rżnął, zapinał. Żeby wykorzystał mnie i doszedł we mnie. Żebym czuła jego silne ręce na biodrach i pośladki uderzające w jego uda. Żeby poczuć jego męskość - twardą, nabrzmiałą - w sobie. Żebym poczuła jego orgazm i chwilę później wypływające ze mnie jego nasienie. Żeby chwilę później poszedł sobie i zostawił mnie z pocałunkiem na do widzenia. Czemu muszę mieć takie zupełnie nierealne marzenia. Nie, nie marzenia. Pożądania. Y.
poniedziałek, 12 marca 2012
Nie ukrywałem nigdy, że zapachy mają na mnie wpływ bliski temu, jakim dysponuje muzyka. W ułamku sekundy potrafią przenieść mnie tysiące kilometrów albo kilka wcieleń wstecz. A czułość tego zmysłu mnie czasem przeraża. Albo raczej jego zapamiętliwość. I tylko ostatnio zauważyłem, że coraz rzadziej, odnajdując nowe miejsce, podróżując do miast odległych lub wręcz bliskich, coraz rzadziej zauważam ich zapachową indywidualność. Pamiętam pierwsze kroki na lotnisku a Atenach albo pierwszy spacer w Maladze. Miejsca odkryte zapachem zupełnie innym, nieznanym, naznaczone tym nowym doznaniem. Ludzie tak samo. Jedna kropla perfum i staje mi przed oczami sylwetka, głos, dotyk, wszystko. A teraz coraz mniej tych nowych doznań. Zastanawiam się, czy przestałem odkrywać miejsca tym zmysłem, czy może przekroczyłem pojemność pamięciową zapachu, znam ich zbyt wiele albo może nawet wszystkie? I niczym mnie już nie zaskoczą? To byłoby przykre, prawda?
piątek, 09 marca 2012
oraz rajstop czyli standardowych prezentów dniokobiecych, Yumi otrzymała ode mnie jako prezent śliczne i nowiutkie pointy. Tak, takie baletowe. Zawsze były dla mnie i dla niej pewnego rodzaju fetyszem i wiem, że zawsze miała ochotę na seks w pointach. Teraz przynajmniej jest już zrealizowana połowa. Szykuje się kilka fajnych zdjęć :)
czwartek, 08 marca 2012
Generalnie nie obchodzę tego dnia. Generalnie. Co nie oznacza, że jak Niespodzianka przysłała mi życzenia to się nie ucieszyłam :) Y.
środa, 07 marca 2012
Cały czas zastanawiam się jak by to było gdybym mogła wrócić tam, do przeszłości, do bycia 12-tolatką. Żałuję, że nie było wtedy sieci, informacji, że nie wiedziałam tego wszystkiego i nie mogłam się dowiedzieć. Może wtedy zdecydowałabym się żeby jednak być. Żeby wybrać siebie. Z wszystkimi tego konsekwencjami. Sukienkami w lecie, olewaniem przez pracodawców, podrywaniem przez przystojnych chłopaków, brakiem szans na bycie szczęśliwą mamą, wysokimi szpilkami przy każdej okazji, problemami egzystencjalnymi, plotami i wspólnymi zakupami, byciem brzydką, byciem sponiewieraną na własne życzenie, całkowitym brakiem zrozumienia, brakiem mojej połówki i trudnością z podrywaniem tych ślicznych dziewczyn, w których bym się kochała. Gdybym mogła wrócić, do tego dnia gdy pierwszy raz zrozumiałam, jak dobrze mi gdy jestem sobą. Gdybym mogła wtedy zadecydować. Żałuję. Czasami. Czasami bardzo. Y.
wtorek, 28 lutego 2012
Od jakiegoś czasu oglądam Incepcję. Słowo oglądam w czasie płynącym jak najbardziej na miejscu jako, że widziałem ją już kilka razy - tak, to ten rodzaj filmu, który trzeba obejrzeć kilka razy. Coraz to odkrywam nowe rzeczy i nie chodzi tylko o fabułę rodem z rosyjskich matrioszek, ale nawiązania, widoki, fragmenty itp. A największym odkryciem jest muzyka. Absolutnie doskonała, szczególnie słuchana w oderwaniu od filmu. Co ciekawe, po 6 obejrzeniu słuchanie muzyki wyświetla w głowie fragmenty filmu :) Muzyka o tyle doskonała, że coraz to (jak w filmie) odkrywam nowe fragmenty, zapożyczenia (a może raczej inspiracje?), znane dźwięki - tak jakby we śnie złożonym ze znanych z rzeczywistości kawałków lecz poukładanych surrealistycznie i zmieszanych z czymś nieznanym. Słyszę Le Parcs, słyszę Wind Journey, słyszę przebłyski Blade Runnera. Słuchanie OSTu do Incepcji spowodowało powrót i odkrycie na nowo dawnych zapomnianych. Odkopałem Tangram i Hyperboreę, na nowo odkryłem Wish You Were Here i znów zachwyciłem się Sky Moves Sideways. W takie specyficzne klimaty wszedłem i mi z tym dobrze.
poniedziałek, 27 lutego 2012
Stają się coraz bardziej przezroczyste. Bolą coraz mniej, w zasadzie zupełnie nie bolą. Patrzę na nie, jak na film o kimś innym. Nawet gdy pojawiają się przed oczami nie niosą ze sobą żadnych emocji. Wyblakłe zdjęcia obcych osób w zupełnie obcych światach. To chyba dobrze, prawda?
Jakiś czas już upłynął i powinienem był pisać o tym wcześniej, ale znów tyle spraw się omsknęło w szczelinie czasowej... Więc to pewnie, na jakiś czas w każdym razie, podróż ostatnia. I tak jak się ucieszyłem na widok Miasta-na-B, jego świateł na wzgórzach, znajomych stacji i numerów na autobusach, tak teraz będzie mi go brakować. Zdarzając się w nim co jakiś czas nie zauważyłem jak stał się moim. Z Guinnessem w BA, z resztkami molo, z fajną japońską restauracją, z pociągami na zielono, z indyjskim żarełkiem, z maszynami do porzucania pieniędzy i z fish'n'chips u Rona. I ze sklepem gdzie mogłem przymierzyć moje wysokie Conversy. I będzie mi brakowało jego swobody, bycia tam sobą, spacerów z Yumi i nigdy nie wykorzystanej szansy pełnego wyjścia z Yumi na plażę. I braku bycia tam z Kimś. Z kim pewnie Yumi czuła by się dobrze i spokojnie. I plaża nie byłaby problemem. Pewnie wrócę tam kiedyś. Znów będę się cieszył jak głupi że jestem. Wiecie, tam zostawiłem jakąś dużą część mnie. I olbrzymią część Yumi.
niedziela, 26 lutego 2012
... na szybko. Bo jakoś niedawno był wpis o tych kolczykach na sutkach. Że fajne. Że podniecające. Że fajnie byłoby mieć. Naprawdę o tym myślałam. I pewnie bym się zdecydowała ale boję się, że straciłabym ich delikatność i czułość. W sumie to jedno z nielicznych tak czułych u mnie miejsc. Szkoda byłoby stracić, prawda? Mimo, że tak nieliczni to tym wiedzą. Y.
sobota, 25 lutego 2012
Ktoś zrobił model łażni ze Spirited Away. Tutaj. Jest śliczny, a jak go pomaluje to będzie można ze szczęścia zejść :)
wtorek, 07 lutego 2012
wtorek, 24 stycznia 2012
Mam dziś potworną ochotę. Żeby ktoś włączył moją kamerę. I patrzył na swoim ekranie jak leżę. Jak się pieszczę w mojej ślicznej nowej koszulce, jak mruczę, miauczę, prycham. Jak jęczę coraz mocniej. Jak wiję się i dotykam, jak penetruję sama siebie. Jak dochodzę i jak krzyczę z rozkoszy. Tylko po to aby za chwilę zacząć znów... I tylko mi brakuje do tego kogoś, kto patrzy. W milczeniu. Y.
czwartek, 19 stycznia 2012
Dziś dowiedziałem się, że wczoraj zmarł mój kolega. W wieku, w którym nie powinno się odchodzi. Pozostała niewypita umówiona kawa. Brak kogoś, kto bardzo lubił życie i jego przyjemności. Miał kiedyś, za dawnych czasów bliską przyjaciółkę. Taką naprawdę bliską. I choć nie mogę zaprzysiąc, że "tak" bliską, to wysoce prawdopodobne, że znaczyli dla siebie dużo. Zastanawiałem się, co poczuła gdy się dowiedziała, skoro ja jestem w całkowitym szoku. A potem zastanowiłem się, co poczuła by Izuro gdym to ja... Pewnie nic, bo nawet nie byłaby zainteresowana tą informacją. Pamiętam... ale to w następnej notce...
sobota, 14 stycznia 2012
Niektórym (zwracam uwagę na to słowo - niektórym) ciężko jest znienawidzić obiekt miłości. Zacząć nienawidzić kogoś lub coś, co tak bardzo się kochało, co było najważniejszym elementem uczuć i myśli. Tym bardziej, jeżeli było to uczucie jedyne, najważniejsze. Tym bardziej, jak uczucie nie przeszło, zostało tylko gwałtownie wygnane i trzyma się zębami parapetu. Wtedy trzeba przenieść nienawiść na coś innego. Coś co przejmie na siebie odrzucenie. Ja nienawidzę czarnych fiatów punto, samochodów których rejestracja zaczyna się na XX (gdzie XX należy sobie odpowiednio podstawić), nienawidzę miasta na K i wszelkich o nim wiadomości. Nienawidzę sklepu z butami na G i niektórych miejsc na świecie. I nie potrafię tylko znienawidzić ludzi którzy nienawidzą mnie. Freud byłby ze mnie dumny.
czwartek, 12 stycznia 2012
Mam wrażenie że kiedyś już o tym pisałem, choć w sumie to też wraca, więc i temat wrócić może. Bo Yumi wchodząc w poszukiwaniu ciuchów na Asos jako jeden z ulubionych co rusz natyka się na jej zdjęcie. Główna modelka Asosa. Jedna z głównych. Ta oto (zdjęcie z Asosa jakby co): ![]() No i ona wiecie kogo... Takie samo spojrzenie, taki układ ust gdy chciała mi powiedzieć, że... takie "oj owieczko". Przypomnienia nie dają zapomnieć. Choć już nie bolą. Chyba.
wtorek, 10 stycznia 2012
Tak, jestem uzależniony od zupy ostatnio. Choć to co ja wysyłam nie bardzo innych interesuje (może lepiej?) to repostowanie jest moim żywiołem. I tylko czasem natykam się na obrazki które mnie tam gdzieś poruszają. Taki dziś na przykład. Mogę tylko dodać "She" zamiast "He".
sobota, 07 stycznia 2012
Spotkaliśmy się z Izuro gdzieś w lesie. Polana, obok tory. Mówiła, że kupili tą polanę bo cicho i będą budować dom. Było tak spokojnie i tak dobrze nam się rozmawiało. Obok przejechał pociąg i skręcając na zwrotnicy lokomotywa przechyliła się i upadła. Nie było to dziwne bo przecież między oboma torami był metr wysokości różnicy. Wysiadł maszynista i pomocnik, podnieśli lokomotywę i pojechali dalej. W sumie był to jedyny sposób z tym upadkiem żeby można było przejechać. Trochę dziwiliśmy się, że taką ciężką lokomotywę dwaj ludzie podnieśli - jakieś 50 ton. Ale powiedzieli nam że przecież są przyzwyczajeni. A potem pokazywałem Izuro mój telefon w którym można było zobaczyć jakie samoloty latają dookoła - przecież tak często patrzyliśmy na nie w niebo, a ona się tego patrzenia nauczyła ode mnie. A potem się obudziłem i byłem jak zawsze wściekły. Bo przecież na jawie już dałem sobie radę. I tylko nie mogę kontrolować snu. Tych myśli wypełzających z najgłębszych pokładów świadomości, wypływających znów do góry, bliżej i bliżej realności, żeby tylko o nich nie zapomnieć. Podświadomie sugerujących, że nawet jeżeli nie mogło być tak jak w marzeniach, to mogło być chociaż normalnie. Albo jeżeli nie normalnie to zwyczajnie. Tych myśli udowadniających, że każde uczucie musi boleć tym dłużej im mocniejsze. Wyrwijcie mnie z tych snów albo pozwólcie śnić na zawsze...
czwartek, 05 stycznia 2012
Teraz nie pozwoliłbym Ci odejść. Robiłbym wszystko nawet przeciw sobie abyś została. Dałbym Ci niebo i piekło razem zmieszane. Wciągnął w godziny spotkań, dni rozmów i noce pełne seksu. Fizycznego i psychicznego. Robiłbym z Tobą rzeczy, o których nawet nie słyszałaś. Zrobiłbym to wszytko gdyby nie to, że pozwoliłem Ci odejść. Poprosiłaś mnie o to, a ja się zgodziłem. Głupi. A teraz, to wszystko powyżej byłoby dla mnie tak ważne, gdyby nie fakt, że jak to się ostatnio mówi, I'm not giving a single fuck, darling.
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Rozmawiałem dziś z kimś. Kimś generalnie niegłupim, z powyżej wyższego wykształceniem. Zawodowo zajmującym się siecią i nie tylko. Powiedziałem, że musimy dostać się do LOD-u, a on nie wiedział o czym mówię. Spytałem czy czytał Gibsona. A on nie wiedział kto to jest. I czym jest Neuromancer. Stałem jakby ktoś we mnie strzelił dobrze naładowanym piorunem. Nie mogło do mnie dotrzeć, że zajmując się wirtualnymi światami można nie znać tej powieści. Pamiętam jak czytałem ją pierwszy raz była dla mnie szokiem i przełomem, czymś zupełnie abstrakcyjnym. A teraz widzę, że właśnie mnie otacza. Że wszystko o czym tam czytałem jest dookoła i się dzieje. Nie latamy do pracy rakietami jak u Dick-a, a ćpamy się cybernetycznymi narkotykami. Ja też. Bo przecież czym jest soup-a? :)
niedziela, 01 stycznia 2012
Bo mam takie marzenie. Że kiedyś będę witała nowy rok na jakiejś imprezie. Że będę miała na sobie moją ulubioną sukienkę z koronką, że kupię sobie na tę okazję platformy też z koronką, czarne, wysokie. I będę miała ładne kolczyki i czarne rękawiczki za łokieć. I czarne pończochy, a pod sukienką koronkowy gorset. A na szyi aksamitną lub koronkową obróżkę. I że pomaluję paznokcie na piękny czerwony kolor. I że oczy podkreślę cieniami i maskarą. I będę się świetnie bawiła, tańczyła, cieszyła się, że nareszcie witam nowy rok. Ja. Yumi. I wiem, że nigdy się to nie zdarzy. Ja Yumi nigdy nie powitam nowego roku. Nie cierpię nowego roku. Y. |